Napisałam do Sandry, kiedy ogłosiła na FB, że szuka recenzentów swojej książki. Miała ukazać się dopiero wiosną, ale planowała już konkretne działania, by ją wypromować. Nie chciała przy tym, by była to recenzja taka, jaką lubią wydawnictwa. Tylko pozytywna. Stawiała i stawia nadal na szerość, bo wie, że to bycie autentycznym świadczy o naszej wartości.

Dla kogo jest ta książka?
Przede wszystkim dla twórców. I tak, Sandra jest autorką tomiku wierszy, książek, które jeszcze zalegają w szufladzie, i tego poradnika. Jednak nie zawęża swojej publiczności tylko do ludzi słowa. Z jej rad – o czym jestem przekonana – mogą korzystać także inni artyści: graficy, malarze, twórcy hand made. Zresztą, czy my wszyscy, którzy publikujemy na swoich social mediach, nie jesteśmy po trochu twórcami. Ja tak się czuję, choć nie mam książki ze swoim nazwiskiem na półce (ale na stronie redakcyjnej już tak ;)).
A zatem poradnik?
Tak właśnie odebrałam tę książkę i na takiej półce bym ją ustawiła. Ale – co jest największą jego zaletą – nie znajdziesz tam moralizatorskiego tonu, który z góry nakazuje ci, co i w jaki sposób masz zrobić. Są za to luz, dowcip, ironia, którą lubię. Sandra pokazuje opcje, dostępne ścieżki, którymi możesz podążać, udziela bardzo fachowych wskazówek. Oddaje głos autorytetom – prawnikom, psychologom, innym twórców. Odpowiada na pytania, z którymi musiała się mierzyć, wydając swój tomik „F41”. I to nie były tylko te najbardziej oczywiste, związane z finansami czy kolejnością zadań w całym procesie. Nie spodziewała się bardzo szczegółowych dociekań, np. na temat technicznych parametrów publikacji, ale i tych, które przyszły do niej od anonimowej publiki. A były to często komentarze niewybredne.
Żadna przyjaciółki, mąż, żona, matka, ojciec czy babcia nie będzie w tym projekcie tak bardzo z Tobą jak Twoja ekipa wydawnicza. Macie się ze sobą czuć dobrze.
Sandra pokazuje czytelinkom, prawdopodobnie przyszłym autorom, self-publisherom, jak krok po kroku zabrać się za wydanie książek. Gdzie i jak znaleźć swoją ekipę, z którą bedziesz współpracować. Kogo się wystrzegać, na co zwrócić uwagę. Tłumaczy, że ważne jest też to osławione “flow”, bo to dzięki niemu twoja współpraca może układać się w dobrej atmosferze. Nie męcz się na siłę, nie oddawaj swojego “dziecka” w cudze łapska, jeśli nie czujesz, że to dobre ręce. Jak zająć się marketingiem, jak poszukać miejsca na promocję, z jakich narzędzi warto skorzystać na każdym etapie. Stawia także swoim czytelnikom konkretne pytania, na które warto sobie odpowiedzieć.

Nie pozwalaj innym odbierać sobie czegoś, co daje Ci radość i nikogo nie krzywdzi.
Treść podszyta lękiem
Sandra pisze o własnych obawach, a – jak sama przyznaje – z lękiem mierzy się od zawsze. Wydawanie książki czy pokazywanie światu jakiegokolwiek innego swojego dzieła wymaga przecież odwagi, podpisania się imieniem i nazwiskiem, pokazania twarzy. W końcu także trzeba zmierzyć się z reakcją publiczności. Jeśli jesteś osobą anonimową, która do tej pory nie wydawała swoich książek, masz trudne zadanie. Musisz dać się poznać, musisz zaprezentować swój produkt i musisz wziąć pod uwagę, że zostanie on razem z tobą, w pudełkach, może w garażu. Ale! – „puste trybuny” mają też zaletę, nikt cię nie zna, nie ma wobec ciebie żadnych oczekiwań.
Nie ważne, ile czasu minęło, za każdym razem, gdy dziele się czymś ze światem, czuję się bezbronna. Zarówno ja, jak i moja sztuka – ciągle jesteśmy kruche jak szkło.
I tak zawsze znajdzie się też ktoś, kto będzie chciał cię skrytykować, bo albo robisz czegoś za mało, albo za dużo. Albo wyskakujesz z lodówki, albo niepotrzebnie milczysz. Przecież wierszy nikt nie czyta, nikt obrazów nie kupuje, a ty się pchasz na świat z nimi. Po co? Kto czuje potrzebę tworzenia, zna odpowiedź.


Dlaczego będę polecać tę książkę?
Właściwie już to zrobiłam. Często współpracuję z self-publisherami. Wiem, jakie mają wyobrażenie o rynku książki, o wydawnictwach i sprzedawaniu. Wiem, jak to później życie weryfikuje. Spędzenie dwóch, trzech wieczorów z książką Sandry to czas na zapoznanie się z procesem, obawami, rezultatami. Autorka obnaża swoje myśli i nazywa rzeczy po imieniu. Przede wszystkim dmucha jednak w twoje skrzydła i namawia cię, byś stał się swoim największym fanem.
Wydanie książki może nie zakończyć się wymarzonym rezultatem z perspektywy finansów czy marketingu. Może jednak mieć o wiele większą wartość dla samego autora, niż ktokolwiek mógłby z odbiorców danej sztuki przypuszczać.
Nie pozwól, aby lenistwo, brak dyscypliny czy organizacji stanęły na drodze do spełnienia Twoich marzeń.
PS.
Droga Autorko, dziękuję za ten fragment o redaktorach :):
Tak samo męczysz ludzi, dając im książkę bez dobrej redakcji. Potrzeba redakcji nie wynika ze słabości autora, a raczej ze samoświadomości, że jest jedynie człowiekiem i jako taki popełnia błędy, których sam nie widzi (…).
Jeśli chcesz nabyć książkę Sandry trochę taniej, skorzystaj z kodu: EWA, dzięki niemu zyskasz 15% zniżki. Kod obowiązuje do 15 czerwca.
Jeśli chcesz, bym przygotowała recenzję Twojej książki, zapraszam.