6:15 dzwoni budzik.Pierwsza moja myśl: „Dziś na pewno pójdę wcześniej spać”.
Zwlekam się do kuchni. Szykuję śniadanie, zaczynam pakować śniadaniówki. W międzyczasie budzę szkolne dzieci, wracam do kuchni. Idę wyciągnąć z łóżka przedszkolaka, który jak zwykle w nocy przywędrował pod moją kołdrę.
A potem… Potem jest różnie:
🤪„Nie chcę skarpetek z Psim Patrolem…”
🤪„Nie ma nic ciekawego na śniadanie…”
🤪„Wyjdź już z tej łazienki!”
🤪„Nie mam co ubrać…”
I tak razy kilka. I od nowa.
Zaczynam gotować się jak woda w czajniku. Pies porwał kanapkę ze stołu (jest totalnie niereformowalny w tym zakresie). Czas się pakować do auta, jeszcze tylko dwie przebieżki na poddasze, bo ktoś zapomniał książki, ulubionego długopisu czy plecaka (może jednak się przyda?).W końcu pojechali, na ostatnią chwilę.
Wyprowadzam psa. Robię kawę, choć ciśnienie jeszcze dość wysokie i czytam:
„Lubię poranki, najbardziej takie pełne dobrej energii, chęci chcenia, nawet gdy się nie chce wstać, bo zimno, szaro i bleee. Mam swoje poranne rytuały i dobre nawyki, dzięki którym jest po prostu łatwiej, sprawniej i szybciej (…)”.
Myślę sobie z przekąsem, że to akurat dzisiaj idealnie dla mnie…
„Bywają jednak też »wściekłe« poranki, gdy nie ma chęci chcenia przy wstawaniu, mimo piosenek, gilgotek, a potem ponaglania, które jest mało fenomenalne (…) Potem pora na ubieranie się i problem z majtkami, ze skarpetami, z rajstopami i… w taki poranek z czymś na pewno jest problem. Jak się już rozkręcą, to wybrzydzanie przy śniadaniu jest po prostu pewne”.
I sobie teraz myślę, jak ja Cię rozumiem, a jak Ty rozumiesz mnie… Ciśnienie pomału opada.
Książka, nad którą miałam przyjemność pracować, jest właśnie pisana tak prosto, od serca, od pewnej bardzo zaradnej i pełnej energii mamy Karolina Choszcz dla innych mam, które potrzebują dobrego słowa, garści motywacji, poklepania po plecach, a czasem tylko cichego szeptu: „Rozumiem, nie zawsze jest różowo”.„Rok odlotowej mamy” to wpisy na każdy dzień roku przepięknie poskładany przez Krzysztof Bukowski. I uwierzcie mi, mimo że to była jedynie moja praca, jeden z obowiązków, optymizm tej książki jest zaraźliwy.
Jak pisze autorka „byś realizowała swoją wizję macierzyństwa po swojemu”, bo nie ma jednego przepisu, stuprocentowej receptury na udane rozpoczęcie dnia, jednej tabletki na wszystkie bóle i rany. Można za to sięgnąć po książkę, która przypomni Ci, że potrzebne są: dystans, docenianie, chwila serdeczności, spokojny oddech i… ciepła kawa. A jak Wasz dzisiejszy poranek?
