Na początku mnie zachwyciła innowacyjnym podejście do tematu, swobodnym językiem i inspirującymi pomysłami na zajęcia.
Innowacja
Przedstawienie bohaterów na kartach do gry w celu opracowania strategii obrony placu to pomysł, który moim zdaniem przemówi do uczniów. Biała Czarownica i Aslan jako reprezentanci dwóch stronnictw politycznych – czemu nie. Życie Rudego, Zośki i Alka zaprezentowane jak akta personalne z lat wojny – jak najbardziej.
Dodatkowo stałe punkty programu, czyli ramki z refleksjami na temat przesłania wypływającego z danej książki czy cykl „Co w lekturze piszczy?” są podane w bardzo przystępny sposób i mogą ułatwić uczniom zapamiętanie motywów. Cechy poszczególnych gatunków również opisane są w bardzo przystępny sposób, który prawdopodobnie ułatwi młodzieży przyswojenie charakterystycznych dla nich cech. Podobają mi się też ramki na temat stylu i języka tekstu.
Biogramy autorów z pewnością nie są sztywnymi formułkami, więc jest szansa, że cokolwiek z nich zostanie zapamiętane. Okraszenie życiorysów przez dział „fun facts” – np. o Mickiewiczu, który się bał pająków, czy o Tolkienie ganiającym po ulicach z toporem – z pewnością rozbawi uczniów, wzmoże ich ciekawość i pozwoli im utrzymać zainteresowanie książką na dłużej.

Czerwona lampka
W trakcie lektury zapaliła mi się jednak „czerwona lampka”. Potoczny język, którego uczymy dzieciaki nie nadużywać, dominuje w całym tekście. Odwołania do współczesnych mediów społecznościowych znajduje się chyba w każdym z omawianych tematów (bo kto pamięta, kim jest Julia Żugaj, żeby o niej wspominać?). Naprawdę nie jestem przekonana, czy takie odniesienia są za każdym razem potrzebne.
Brzechwa to „gość”, którego „książki dzieci pokochały bardziej niż TikToka”;
Kajko i Kokosz: „takich duetów było więcej niż influencerów na TikToku”;
Mickiewicz to nie kto inny, jak „influencer XIX wieku”;
a Sienkiewicz „zgarnął literackiego Nobla (i to bez promocji na Insta)”.

Jednak wolę po polsku
Nie przekonują mnie określenia „coming out”, „full pakiet” czy „golden boy” (to akurat o Tadeuszu Soplicy). Poczułam się zmęczona wszystkim wtrąceniami typu „wow”, „sorry” czy „pls”. Chyba gdzieś podskórnie się boję, że przeczytam w czyjejś pracy, że „Zemsta” to „bekowa” komedia, a „Dziady” to „prawdziwa jazda bez trzymanki”.
Obawiam się, że uczeń nieznający podstawowej wersji lektury może nie wyciągnąć z tekstu tego, co naprawdę ważne, a zapamiętać jedynie uproszczenia, które miały mu ułatwić zrozumienie treści.
Wnioski
„Zemsta na lekturach” (Znak Emotikon) to naprawdę ciekawa propozycja do powtórki lektur, na pewno mniej konwencjonalna i inspirująca, zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli. Trzeba jednak korzystać z niej z rozwagą, by nie okazała się zemstą, ale w zupełnie innym kontekście.
Zapraszam także do pozostałych recenzji na mojej stronie.