recenzja

„Wyspa niechcianych kobiet”. Recenzja książki

recenzja książki

Co można zrobić, by być szczęśliwym?

A co może zrobić państwo, by uczynić całe swoje społeczeństwo szczęśliwe?

Znamy rankingi, w których Dania od lat zajmuje pierwsze miejsce jako kraj najszczęśliwszych ludzi. Niestety, pod idealnie lśniącym przykładem kryją się pewne ciemne plamy. O tym, jak Dania próbowała budować szczęśliwe państwo niemal 100 lat temu, opowiada reportaż „Wyspa niechcianych kobiet” Agaty Komosy-Styczeń (Wydawnictwo Czarne, 2025).

Szczęście zaczyna się od zdrowia

Filozofia była prosta. Szczęśliwy naród to ten, który jest zdrowy. Fizycznie, moralnie i psychicznie. Co należy zrobić z osobami, które nie spełniały tych norm?

W pierwszej kolejności należy je odizolować, a w drugiej zakazać im posiadania dzieci. W ten sposób społeczeństwo miało stać się zdrowsze – a więc szczęśliwsze.

W latach 60. XX wieku zamknięto ostatni zakład w Danii dla osób „słabych duchem” na wyspie Sprogø. Niektóre z kobiet – upośledzone w stopniu lekkim lub uznane za rozwiązłe według ówczesnej nomenklatury – opuściły to miejsce po około 30 latach. Do dziś żyje jedna z nich i o ile została oficjalnie przeproszona przez rząd za niesłuszną izolację, o tyle pominięto w tym oświadczeniu, że przymusowo poddano ją zabiegowi, który uniemożliwił jej bycie matką.

Skazane

Każda z zamkniętych tam kobiet wiedziała, że zgoda na sterylizację jest jedyną szansą na opuszczenie wyspy.

Osadzono je tam, bo miały iloraz inteligencji niższy niż 70.

Bo czytały lub liczyły gorzej niż inne dzieci w klasie.

Bo się prostytuowały.

Bo sąsiedzi uważali je za zbyt lekkich obyczajów.

Bo – choć one były zdrowe – ich rodziców uznano za „obciążonych genetycznie”.

Niewygodne pytania

Niezwykle interesujący reportaż. Podziwiam autorkę za determinację w docieraniu do niewygodnych źródeł i do zadawania równie niełatwych pytań. Moje uznanie jest tym większe, iż ona sama dopiero od kilku lat mieszka w Danii, uczy się gorliwie języka i odczuwa na wielu płaszczyznach, że kraj ten może być najszczęśliwszy na świecie, ale niekoniecznie dla przyjezdnych.

Mnie ta historia naprawdę zaskoczyła, tym bardziej że nie wszystko w niej jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Czy dobre intencje mogą być usprawiedliwieniem, a wyciągnięte z tej lekcji wnioski wystarczającym zadośćuczynieniem?

PS. Po recenzje innych reportaży zapraszam tutaj.

#reportaż #wydawnictwoczarne #recenzja #książka #Dania

Rekomendowane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *