recenzja

„Kopenhaga. Stolica dobrego życia” – recenzja książki

Kopenhaga, recenzja książki

O Danii, Kopenhadze, tamtejszym stylu życia ze sławnym hygge na czele powstało już kilka książek. Warto chociażby wymienić napisaną z niezwykłym poczuciem humoru książkę „Życie po duńsku…” Helen Russell (wierzę, że fascynacja wielu ludzi tym krajem mogła właśnie zacząć się od tej lektury) czy niedawną publikację „Dania. Tu mieszka spokój” Sylwii Schab. Myślę jednak, że to, co proponuje nam Kinga Eysturland w swojej publikacji „Kopenhaga. Stolica dobrego życia” to jeszcze inna jakość, która wychodzi poza ramy typowej opowieści o pewnym mieście i narodzie. Zapraszam do recenzji książki.

Barwna historia w skromnym stylu

Reportaż o Kopenhadze z wydawnictwa Bezdroża to bardzo barwna, bo odbierana wieloma zmysłami opowieść o miejscu, które po przeczytaniu tej książki po prostu chcesz poznać. To historia miasta zamknięta w kilkunastu tematycznych rozdziałach, którą warto przeczytać uważnie przed wyjazdem do Kopenhagi, zwłaszcza tym dłuższym. To nie jest przewodnik turystyczny, ani pigułka wiedzy do przeczytania w godzinkę przed weekendem. Nie ma w nim mapy, planów czy wielu zdjęć (zaledwie kilka, czarno-białych).

Autorka snuje swoje rozważania przechadzając się ulicami Kopenhagi z wielką wnikliwością i ciekawością typową dla przyjezdnego. Nie jest to bynajmniej powierzchowny spacerek czy przypadkowy city break. Żeby naprawdę poznać stolicę Danii, a nie tylko „zaliczyć” kilka obowiązkowych punktów, trzeba spędzić w tym mieście kilka lat. A nie jest ono zbyt łaskawe dla nowych obywateli. Dla nich hygge nie jest oczywiste i w lot zrozumiałe i wciąż pozostaje w pewnym stopniu nieprzetłumaczalne.

Kopengaga, recenzja ksiazki
W czasie lektury książki „Kopenhaga…”

Miasto, woda i rower

K. Eysturland wyjaśnia, jak bardzo woda wpływa na całe miasto, jak jest ono z nią związane i dlaczego podejmuje się takie, a nie inne decyzje architektoniczne. Nawiązuje też do historii powstawania Kopenhagi i tego, jaki miała ona wpływ na rozwój całej Danii i mentalności Duńczyków. Autorka przekazuje nam informacje na temat mitów, stereotypów i symboli miasta, które ją tak zafascynowało, że zadedykowała swoją książkę królowej Małgorzacie II.

Autorka reportażu wiele miejsca poświęca temu, że Kopenhaga stała się rowerowym imperium. To fascynujące, jak można było zaczepić w ludziach ideę, że dwa kółka to nie sport dla wytrwałych, ale bardzo pragmatyczny element rzeczywistości. Dlaczego Duńczycy tak bardzo cenią sobie swoją prywatność i spokojną codzienność, choć jednocześnie doceniają możliwość korzystania z przestrzeni miejskiej i bywania w miejscach związanych z kulturą. Jakie korzyści, ale i obciążenia przyniosło ze sobą połączenie Danii ze Szwecją słynnym mostem nad Sundem i dlaczego tradycyjne smaki Północy na dobre zadomowiły się w restauracjach, które zdobywają słynne gwiazdki Michelin. Autorka reportażu nie pomija też sztuki, filmu, muzyki (choć dla mnie były to nazwiska i tytuły często odległe) – dzięki czemu pokazuje całą gamę dźwięków otaczających ludzi żyjących w tej metropolii.

Rysy na szkle

K. Eysturland nie koloryzuje jednak kopenhaskiej rzeczywistości za wszelką cenę. Przystępnym językiem przeprowadza nas przez historię miasta i kraju, wyłuszczając z niej to, co może nam pomóc w zrozumieniu tego, czym stała się Kopenhaga. Skąd się wziął pomysł na słynną syrenkę, która rozczarowuje turystów i jest miejscem wyrażania politycznego sprzeciwu i licznych dewastacji. Jak objawia się bezradność miasta dotycząca dzielnic zamieszkałych przez nie-Duńczyków i na czym polega fenomen, trudny do ogarnięcia przez administrację, wyspy Christiania. Czemu jest tak trudno wejść w to społeczeństwo i poczuć się swobodnie wśród stałych mieszkańców.

Instamiasto

Instagramowe miejsca w Kopenhadze wyrastają jak grzyby po deszczu. Stąd zamiast uważnego zwiedzenia można skusić się na odwiedzanie instamiejscówek, które nie mają wiele wspólnego z prawdziwą Kopenhagą, w granicach której spotyka się to, co nowe, z tym, co tradycyjne. Opowieść o Danii pochłonęła mnie tak, jakby jej stolica nie była tylko miejscem, ale bohaterką wydarzeń, w których centrum się znalazła. Chwilami miałam wrażenie, że tak idealnie być nie może i cieszę się, że i te rysy idealnego miasta dostrzegła także autorka, dzięki czemu opowieść o nim stała się bardziej autentyczna. Książka warta uwagi, zwłaszcza dla zainteresowanych pobytem w Kopenhadze lub interesujących się Danią czy dziejami miast w ogóle.

Książkę otrzymałam dzięki współpracy z portalem Sztukater.

Rekomendowane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *