Nie spodziewałam się tego.
To chyba jedna z najlepszych rekomendacji, którą można napisać po przeczytaniu kryminału, w którym prowadzone jest śledztwo od pierwszych stron. A pomyśleć tylko, że jedyne co mnie zachęciło do sięgnięcia po „Osadę”, to zdanie w blurbie o tym, że rzecz się dzieje u stóp Karkonoszy.Pod urokiem kryminalnych historii, którymi raczyłam się, czytając serię Sławka Gortycha, sięgnęłam i po tą książkę (bo czemu by nie przytargać czegoś z biblioteki, kiedy w domu tak „mało” do czytania). Miała to być gwarancja dobrej rozrywki, odpoczynku, wakacyjnego wytchnienia.
I pod tymi względami „Osada” przerosła moje oczekiwania. Ja nie pamiętam tzw. zimy stulecia – natomiast znam z opowieści mamy. Cały kraj zasypany na przełomie 1978 i 1979 roku. Utkwiło mi to w głowie, bo opowiadała mi, że spędziła znaczną część tej nocy zamiast na zabawie sylwestrowej, w pociągu. Nie było możliwości, by jechać dalej. Świat znikał pod grubą warstwą śniegu…Autor „Osady” co prawda nieznacznie przesunął granice i sprowadził kataklizm już w okolice Bożego Narodzenia, ale wymalował to lepiej niż mróz wzory na szybach. Mamy krajobraz małej Osady, odciętej od świata, pogrążonej w ciemności. Nie ma prądu, o łączności telefonicznej można zapomnieć, zapas nafty do lamp się kończy, pozostają świece i zapałki. Żeby gdziekolwiek się wybrać, należy opatulić się w potrójne warstwy odzieży, które mają chronić przed przenikającym mrozem i wiatrem.
Z tą ciemnością, która zimą szybko zapada, i bielą śniegu kontrastuje czerwień. Krew ofiar i zastygłe w bezruchu ciała przerażają, ludzie coraz bardziej przenikają strachem, niepewnością i poczuciem zagrożenia. Budzą się podejrzenia, podszepty, wzrasta chęć zemsty i apetyt na samosąd. Przecież kat jest wśród nich. Niby znają się od lat, odwiedzają się w domach, latem młodzi skaczą do rzeki i pomagają sobie w obejściach, najmłodsi siadają w szkolnych ławach, budzą się między nimi uczucia.
Kto zatem zabija? Swój? Mara – o której wspomina dziadek bohatera? A może ktoś, kto jedynie przybył na kolejne święta do domu po długiej nieobecności?
Moją czujność Michałowi Śmielakowi udało się uśpić. Zaskoczył mnie. Nie wiem, czy uznacie to za komplement dla książki, ale gdy budziłam się rano po zbyt krótkiej nocy (bo czytałam do późna), zastanawiałam się, jak dalej potoczy się ten serial. Plastyczność opisywanych obrazów z pewnością będzie jednym z powodów, dla których sięgnę po kolejny kryminał tego autora, choć zakończenie historii wydało mi się nieco… naciągane.
Kogo przekonałam do przeczytania?