Siła jest kobietą
Na okładce książki Świat kobiecej mocy widnieje hasło: Niezwykłe historie 11 kobiet, które odważyły się zmienić swoje życie. Kobiet, które są takie jak ja czy ty. Pochodzą z dużych miast lub nikomu nieznanych wiosek. Mają lat dwadzieścia, czterdzieści, pięćdziesiąt. Troje dzieci, jedno, żadnego. Partnera u boku lub samotnie stawiają czoła rzeczywistości.
Spotykają się w ramach Kobiecego Challengu (programu wsparcia zainicjowanego przez Izabelę Tomiczek-Pitlok), ale też tu, na kartach tej książki, aby opowiedzieć historie swoich żyć. Postanowiły, a raczej odważyły się dać świadectwo swoich zmagań, aby okazać wsparcie innym kobietom i udowodnić im, że każdy dzień jest odpowiedni do rozpoczęcia nowego życia.
Jeśli czujesz w sercu, że coś jest nie tak, nie czekaj – tak pisze Małgorzata, opowiada ona pierwszą historię. To życie kobiety, która doświadczyła przemocy psychicznej i fizycznej. Odnalazła siebie dopiero po wyjeździe do Niemiec, gdzie musiała zacząć wszystko od nowa. Stanąć na nogi, znaleźć pracę, ale przede wszystkim drogę do samej siebie i swojego serca. Dopiero z takiej perspektywy jest w stanie wyznać, że wszystko, czego doświadczamy, ma swój sens, kształtuje nas i doprowadza do obecnego stanu. Rozwój, otwartość, marzenia – i wcale nie chodzi o to, że w tym świecie nie ma problemów. Raczej o to, by czuć się kobietą spełnioną, gotową na spotkanie z marzeniami, do których wcześniej nie miała odwagi.
Uczę się tego, by pewnego dnia móc powiedzieć, że w pełni sobie wybaczyłam i zaakceptowałam swoją przeszłość. To wyznanie dojrzałej kobiety, Elżbiety, dzięki której poznajemy jedną z kolejnych historii. Zdecydowała się na emigrację głównie z powodów finansowych i długo musiała starać się na odzyskanie wiary w siebie, utraconej w latach młodości. Choć wszystko robiła dla syna, dopiero później zrozumiała, że było coś dużo ważniejszego niż zapewnienie mu bytu. Dziś ma odwagę stawić temu czoła, przyznać się do błędu i odbudować relacje – nie tylko z nim, ale też z samą sobą. Wiele lat poświęciła na to, by docenić swoją wartość, znaleźć motywację do działań – po prostu znaleźć siebie na nowo.
Są w życiu dwa momenty, na które nie mamy żadnego wpływu – kiedy się rodzimy i umieramy. Zatem – wszystko inne zależy właśnie od nas – te słowa należą do Justyny, autorki następnej niesamowitej historii. I nie chodzi o to, że idealizuje ona rzeczywistość i powtarza banały. Czasem trzeba poczekać na odpowiedni czas do zmian, stosowne okoliczności, właściwych ludzi lub musimy doposażyć się w potrzebne narzędzia. Nie można jednak biernie przyglądać się życiu, bo mamy je tylko jedno. Na naszej drodze czyhają trudności, związane nie tylko z macierzyństwem i pracą, ale też depresją. Smutek odbierający radość z wszystkiego, niepozwalający na działanie w zgodzie ze samym sobą. Justyna musiała pokonać swój strach i zawalczyć o siebie.
Nie sposób streścić tu wszystkich historii. Bez sensu byłoby też pozbawiać czytelniczek (pewnie rzadziej czytelników) zainteresowania i samodzielnego odkrywania światów, które przed nami otworzyły autorki poszczególnych rozdziałów. Wszystkie je łączy przede wszystkim: przebaczenie, odwaga, odzyskana wiara w siebie pomimo i na przekór tego, czego doświadczyły. Zaczynały od nowa – w Niemczech, w Polsce, we Włoszech czy na Islandii, z dala od dzieci lub razem z nimi, przy nowych partnerach lub w samotności. Odkrywały nowe możliwości i talenty, o które siebie nie podejrzewały, tkwiąc w toksycznych relacjach czy wychodząc z trudnym bagażem doświadczeń z rodzinnych domów.
Mimo to jestem sceptyczna. Na początku myślę – ot, takie ładne historyjki, jak to wszystko może ładnie się poukładać. Też bym takie wybrała, przecież złych przykładów, o przegranych i zmarnowanych w takiej publikacji się nie umieszcza. Potem czytasz pierwszą, drugą, siódmą… historię i po prostu czujesz, że bije z nich szczerość przekazu, wchodzisz w ten rytm, zaczynasz się zastanawiać nad swoim życiem. To jest zaraźliwe. Te kobiety miały naprawdę mnóstwo powodów, żeby usiąść na kanapie i z niej nie wstać. A jednak – postanowiły podjąć nowe działania, wyciągnąć wnioski, wybaczyć sobie i pójść na przód.
Oczekiwałam od tej książki, że pokaże mi większą różnorodność doświadczeń i zabierze mnie w bardziej egzotyczne miejsca (być może Kobiety Challange rozrośnie się poza Europę). Jako redaktor życzyłabym sobie, żeby język opowiadanych historii był bardziej wygładzony – istnieje wówczas obawa, że zatraciłby pewną autentyczność. Są to jednak tylko szczegóły, które nie wpływają na jakość książki.
Podejrzewam, że dla bohaterek Świata kobiecej mocy napisanie swojej historii miało prawdziwie terapeutyczną moc. Jestem natomiast pewna, że nie jedną czytelniczkę – a może czytelnika – zmotywuje do zmian we własnym życiu, do terapii, do wybaczenia i pójścia za głosem serca. Każdy kupujący książkę otrzymuje ją z dedykacją, zapakowaną w papier w kolorze fuksji, przewiązany wstążeczką. To prezent, z którego warto skorzystać i podać dalej – zapewniam, że nie będzie to odebrane za niegrzeczność. Po prostu dobrem należy się dzielić.