recenzja

„Zanim wystygnie kawa”. Recenzja książki

recenzja, książka

Tak brzmiała spontaniczna recenzja książki, jaką usłyszałam, zanim sama zabrałam się za czytanie:

– Świetna książka. Będzie pani płakać.

– Tak, słyszałam.

– Są jeszcze następne części.

– Dziękuję, lubię zaczynać od pierwszej, jeśli mam taką możliwość. W końcu ją upolowałam.

– Naprawdę, będzie pani płakać, jest taka wzruszająca.

recenzja książki, zanim wystygnie kawa, redakcja, korekta

Czy ta opinia pomogła w recenzji książki?

Z takim właśnie nastawieniem sięgnęłam po książkę „Zanim wystygnie kawa” (Wydawnictwo Relacja). Po pierwsze, czekała w kolejce już dawno, po drugie, skoro miałam płakać i płakać – zostawiłam ją na weekend. Przenieść się w czasie, by zmienić bieg wydarzeń, by móc jeszcze raz wybrać – to rozumiem – były już takie książki i filmy (chociażby „Efekt motyla”).

Ale po co wracać do przeszłości, jeśli nie odmieni to tego, co jest teraz?

Dlaczego warto jeszcze raz spotkać się z ukochanym, skoro on i tak wyjedzie?

Po co rozmawiać z mężem, skoro choroba Alzheimera i tak nie ustąpi, a on – co oczywiste – zapomni?

Czy jest powód, by spotkać się z siostrą, skoro jej to nie wskrzesi?

W jakim celu wybiegać kilka lat do przodu, by przekonać się o nieuchronności wydarzeń?

Kazu wciąż parzy kawę, informuje o zasadach przenoszenia się w czasie i doskonale rozumie, czuje, czemu zawsze jest ktoś, kto chce usiąść na tym krześle. Dlaczego, mimo tego, że i tak ktoś dla nich ważny wyjedzie, umrze, odrzuci, zrani, goście, którzy przyszli tu za plotką o niesamowitych właściwościach kawiarni, pragną powrotów do dawnych spotkań i wychodzić naprzeciw tym, które się jeszcze nie odbyły?

„Potrzeba do tego tylko serca. A jeśli to krzesło jest w stanie odmienić czyjeś serce, to jego istnienie zdecydowanie ma sens”.To serce jest najważniejsze. Ono dyktuje słowa niewypowiedziane. To ono pozwala ryzykować, że nie zdążymy powrócić z wyprawy do własnych tęsknot i nadziei. To ono nie pragnie niczego więcej, niż przekonać się, czy ktoś, kogo kochamy teraz, wciąż będzie szczęśliwy, gdy nas już zabraknie. Pożegnania, rozstania i choroby bolą.

Niewypowiedziane słowa

Czasem równie mocno ranią nas słowa, które zostały niewypowiedziane. Być może ta książka nie sprawiła, że płakałam, widocznie nie uderzyły w tę strunę, która jest odpowiedzialna za łzy, ale za to tak jakoś koresponduje z inną publikacją, która zdecydowanie wyzwoliła te pokłady: „Kiedy uświadomimy sobie, które fatalne sformułowanie steruje akurat nami, możemy je z siebie zrzucić, odwołując się do innych, uzdrawiających słów; możemy stworzyć dla siebie nową rzeczywistość i stać się w pełni sobą. Bo słowa mają moc. Niszczą lub uzdrawiają. I tylko od nas ostatecznie zależy, do których się odwołamy” (A. Kozak, J. Wasilewski, „Uwięzieni w słowach rodziców. Jak uwolnić się od zaklęć, które rzucono na nas w dzieciństwie”, Gliwice 2022).

Nie wszystkie pytania nadają się do SM

Bohaterowie książki Kawaguchiego, dzięki ponownym rozmowom, tworzyli dla siebie nową rzeczywistość. Tak to widzę. I pewnie idealnym CTA na zakończenie byłoby zapytanie, z kim Wy chcielibyście raz jeszcze się spotkać, zanim wystygnie kawa. Jestem jednak przekonana, że może to być zbyt intymna kwestia jak na SM.

PS Do tej pory napisałam już co najmniej kilkanaście recenzji książek, niektóre z nich znajdziesz tutaj 🙂

Rekomendowane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *