RECENZJA: „Polak”

korekta, skład
14 marca 2025
Albo ją odłożysz po paru, może kilkunastu, stronach, albo wciągnie cię tak, że nie będziesz wiedział(a), jak czas szybko przy niej minął.
I choć słyszałam parę zaledwie opinii, znam nazwisko autora (nie czytam nałogowo jego książek), to nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. „Z pewnością nie będzie to kryminał”, to banalne stwierdzenie już na starcie ustawiło ją nieco gorzej w rankingu książek do przeczytania…
„Polak” J. M. Coetzee. To chyba tytuł tak naprawdę mnie zwabił.
 
Strona, dwie, trzy i kolejne. Pisane trochę tak, jakby rzeźbiarz dłubał w skale tępym narzędziem, albo znudzona życiem sekretarka zostawiała wytyczne swojej następczyni. „To zrób tak i tak”, a potem kolejny punkt, i kolejny.
 
Tak, ta książka to wypunktowany tekst o miłości. Dosłownie i trochę w przenośni.
 
Ona, dojrzała kobieta, właśnie dopiero co została młodą babcią. Jest elegancka, zna się na etykiecie. Wspaniała, akuratna żona swojego równie eleganckiego męża, która udaje, że widzi mniej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Nie śpią w jednym łóżku? Cóż z tego, tak wygodniej, każdy żyje w swoim tempie. Dzięki jego wpływom może odgrywać swoją idealną rolę organizatorki balów charytatywnych i wydarzeń kulturalnych.
On, stary, chudy. W pewnym stopniu budzi w niej obrzydzenie, a może bardziej litość. Pianista i to z jakiejś Polski. Gra Szopena, koncertuje po świecie, z pewnością ubarwi jeden z kulturalnych wieczorów, zaproszony, by zagrać swoje interpretacje znanego w Hiszpanii polskiego mistrza. Będzie powściągliwy, nieprzesadnie wylewny w gestach i słowach.
 
Niezbyt przystojny, niezbyt dobrze rozmawiający po angielsku – z pewnością brak mu odpowiednich słów i umiejętności, by pogawędka z nim mogła być lekka i przyjemna. Cóż zresztą może zaproponować jej ponad siedemdziesięcioletni mężczyzna, który prawie już kończy swoje życie, a którego interpretacje Szopena niespecjalnie przypadły jej do gustu?
 
Niezgrabne słowa zaczęły układać się w telefoniczne rozmowy i listy. Nie było w nich nic porywającego. Więcej za to zdumienia, że w ogóle ośmiela się je kreślić. I co to za absurdalny pomysł, by ledwo poznanej kobiecie, zamężnej!, proponować wyjazd do Brazylii. Szalony staruszek. Biedny staruszek. W końcu…
 
Chciałabym napisać, czy ta historia skreślona w suchych słowach i wypunktowana niemal w niespotykany sposób, będzie miała szczęśliwy finał. Nie będę jednak pisać o zakończeniu, które mnie zdumiało, ani o namiętności tak oszczędnej w słowach, że z jednej strony nie można jej nie zauważyć, a z drugiej ledwo mignęła mi przed oczami. O wydarzeniach, które rozgrywają się gdzieś między wersami.
 
Na „Polaka” wystarczy jeden, może dwa wieczory, albo podróż pociągiem z gór nad morze – jak to było w moim przypadku.
Może Ktoś z Was czytał i podzieli się wrażeniami? Jestem bardzo ciekawa Waszych reakcji na tę historię. A może mieliście kiedyś takie książki, które na pierwszy rzut oka „nie były Wasze”, ale jednak Was wciągnęły?