Kiedy nie czytam, jest mi z tym źle.
Jak to nie czytam? Codziennie kilka godzin, przeważnie między 8 a 15 pracuję ze słowem. Czytam, poprawiam, recenzuję, przygotowuję zajęcia, wracam nawet do lektur szkolnych, jeśli trzeba. Szukam inspiracji, a w przerwach słucham audiobooka czy jakiegoś szkolenia. Słowa, słowa, słowa.
Czytanie dla przyjemności
Ale kiedy nie czytam książek dla przyjemności, kiedy nie sięgam po nie przed zaśnięciem, czuję, jakbym nie czytała w ogóle. A przecież powinnam. Uważam, że pisarz i redaktor/ korektor musi czytać. To presja i tęsknota jednocześnie.
Dlatego kiedy wpada mi w ręce książka, którą pochłaniam w dwa, trzy wieczory, czuję się jak nowo narodzona. Odzyskuje energię, choć złorzeczę nad ranem z powodu niewyspania.
Recenzja „nieodkładalnej”
Przedwczoraj skończyłam czytać najnowszą powieść Macieja Siembiedy „Gołoborze”. Ktoś gdzieś napisał o takich książkach, że są „nieodkładalne”, bo przekładasz stronę po stronie i nagle się orientujesz, że jesteś już na pięćsetnej.
To książka o zemście, która jest główną motywacją do działania dla kolejnych przedstawicieli rodzin zamieszkujących tę samą wieś. To historia zataczająca koło od czasu powstań aż po lata 90. XX wieku o nienawiści, która płynie w ludzkich żyłach i pcha do działań wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. W „Gołoborzu” lecą głowy, także dosłownie. Jest mrok, a wyobraźnia czytelnika pracuje tak bardzo, że po obudzeniu zastanawiałam się, co będzie w następnym odcinku. Pomyliłam książkę z serialem, bo moja głowa podsuwała mi obrazy, które „wyczytałam” między wersami.
W oczekiwaniu na ekranizację
Wiem, że M. Siembieda sprzedał już prawa do ekranizacji „Gołoborza” i już zastanawiam się, w jaki sposób zostanie ono przedstawione i kto zagra poszczególne role (mam swoje pomysły). Czekam, nawet jeśli potem powiem: „Eeee, książka była lepsza”.
Czytaliście? Planujecie?
Podziel się wrażeniami, zapraszam do kontaktu.
