Szewc wycenia się na podstawie naprawionych butów, stomatolog wyleczonych zębów (oby ;)), a #redaktor i #korektor?
Na jakiej zaś podstawie #korektor czy #redaktor wycenia swoją pracę?
W tym przypadku główną jednostkę obliczeniową stanowi tzw. arkusz wydawniczy, który oznacza tyle co:
– 40 tys. znaków ze spacjami (około 22 stron liczonych po 1800 znaków);
LUB
– 700 linijek poezji;
LUB
– 800 wierszy obliczeniowych;
LUB
– 30 dm2 powierzchni ilustracji (zapisu nutowego, diagramów, wzorów irp.).
Do arkusza wydawniczego wlicza się nie tylko tekst przygotowany przez autora, ale też wszystkie dodatki, jak bibliografia, przypisy, indeksy, paginy, strony tytułowe, redakcyjne, podpisy pod ilustracjami, tabelami czy zawartość okładki.
A co jeśli otrzymany tekst jest zaledwie treścią posta lub krótką recenzją na stronę internetową? Tu raczej nikt nie będzie podawał wartości dla np. 0,04 arkusza wydawniczego, ale zostosuje przelicznik za jedną znormalizowaną stronę, czyli 1800 znaków ze spacjami (czasem zleceniodawca prosi o wycenę za 1000 znaków).
Ile arkuszy wydawniczych można zredagować jednego dnia? Każdy #redaktor odpowie, że „to zależy”, głównie od tekstu 🙂 Krąży gdzieś stereotyp, że nie powinno się sprawdzać więcej niż jeden arkusz dziennie, ale wiem od koleżanek i kolegów z branży, że nie ma to zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.
Ostatnio ktoś się mnie zapytał, jak szybko jestem w stanie złożyć książkę. Kluczowy tu jest układ tekstu. Czy to zwykły artykuł, bez szczególnych wyróżników, z kilkoma przypisami, a może to album, gdzie na każdej stronie oprócz tekstu mamy po kilka lub kilkanaście elementów graficznych? Czasem krótki folder wymaga więcej pracy przy składzie niż cała książka.