Bawię się przy nich jak dziecko. Czy tak może się zacząć recenzja książki?
👉 Nie mogę doczekać się zakończenia i w trakcie czytania próbuję zdemaskować sprawcę.
👉 Nie muszę sprawdzać faktów, czy oby na pewno ten szlak prowadzi do schroniska, bo wiem, że autor wydreptał niejedną ścieżkę.
👉 Nie muszę porównywać nazwisk i dat, bo Sławek Gortych nie szczędzi czasu na sprawdzanie faktów.
👉 Nie szukam błędów, bo czytam dla przyjemności, wyłączam „zboczenie zawodowe”.
👉 Nie analizuję, nie odnoszę do własnej osoby opisywanych zjawisk, bo to nie książka edukacyjna.
👉 Nie patrzę na zegarek, a powinnam, bo wiem, że ciężko będzie wstać następnego… tzn. już tego dnia.

Odpoczynek przy książce
Przy książkach, które pisze Sławek Gortych, odpoczywam. I to naprawdę dobry znak, kiedy piszę recenzję książki. Na czwarty tom czekałam już od zimowego spotkania z autorem, kiedy zapowiedział, że w czerwcu skończy pisać najnowszą część karkonowskiej serii. Nie bałam się wcale, że jak kolejna, to będzie na pewno gorsza. I ucieszyłam się, kiedy padło jedno zdanie pod koniec tej części, zapowiadające następną. Dosłownie – jak dziecko 😉
„Schronisko, które zostało zapomniane” w rzeczywistości funkcjonowało rok lub dwa i zachowało się jedynie to jego zdjęcie wkomponowane w okładkę. Ale jest w Karpaczu jeszcze jedno miejsce opisywanych wydarzeń – hotel Sanssouci, późniejsza placówka należąca do Funduszu Wczasów Powierniczych – do którego (o czym jestem przekonana) będą zaglądać wszyscy czytelnicy tej serii książek (nie będę zdradzać dlaczego).
Karpacz zimą
Kiedy zimą byliśmy w Karpaczu, w drodze do świątyni Wang dojrzałam wielki plac budowy. Pomyślałam wtedy, że szkoda, że tak wielki moloch zasłania widok na piękną okolicę. Nie wiedziałam, że to właśnie wybudowanemu w 1897 roku hotelowi przywraca się dawny blask. Po przeczytaniu książki Gortycha wiem już, że żadna kampania reklamowa nie przyczyni się bardziej do popularności tego miejsca niż właśnie przeczytana historia.
Zatem, jeśli jeszcze macie w planach wybrać się w Karkonosze, polecam i zachęcam, by spojrzeć na nie przez pryzmat opowiedzianych przez Sławka Gortycha historii (wszystkich czterech części). To nie tylko fikcyjne wydarzenia splecione z przeszłością, to także – niestety – gorzka i prawdziwa refleksja nad „patodeweloperką” i „patoturystyką” Karkonoszy.
Zdjęcie archiwalne: fotopolska.eu
Jeśli potrzebujesz recenzji, zapraszam do kontaktu: https://ewakujaszewska.pl/kontakt/
